Aleksander
Godlewski
Nauczyciel
francuskiego
Wychowawca
3 B
Enfant
terrible krakowskiej romanistyki ⁂ porzućcie
wszelką nadzieję
wy którzy tu wchodzicie ⁂ Dziś
rano cały świat kupiłem ⁂
Sprzedam dom, w
którym nikt już nie mieszka ⁂ Paryż na wiosnę cudny jest, ja z opowiadań o tym
wiem ⁂ i wiosna przyniosła mi okropny śmiech
idioty.
Kraków ⁂ 11.05.1985.
Bon, bah... Voici,
moi mili, historia stara jak świat. Historia pewnego przeciętnego człowieka,
który rodzi się w jakimś mieście. Nawet nie jakimś, bo w Krakowie. Zero
dramatów. Ot, przeciętna polska rodzina. W niedzielę rosół, w poniedziałek
pomidorowa. Na wakacje nad morze, na ferie w góry.
Słowem:
nuda. Nic się nie dzieje. Jak w Śmierci w Wenecji, albo w pierwszych
filmach Jima Jarmuscha. Życie Olka jest tak nieciekawe, że nawet statystyczny
Kowalski nie chciałby się z nim zamienić miejscami. Tylko szkoła, dom, książki.
Zero dzikich imprez, zero koleżanek, nawet papierosów brak, co faktycznie mogłoby
odstraszyć nawet wspomnianego wcześniej reżysera.
Cała
ta pospolitość gromadzi się gdzieś, płynie w żyłach, odkłada w jego ciele i
musi w końcu doprowadzić do wielkiej rewolucji. Godnej tej francuskiej.
Aż
pewnego dnia przy standardowej, rodzinnej kolacji, koło siedemnastej, mama
oznajmia, że odchodzi. Ojciec nawet nie przestaje kroić swojego kawałka gęsi i
nie podnosi wzroku znad talerza. Tylko Olek zamiera. Bo nie rozumie, jak jego
rodzina podobna do tej z reklamy serka Almette,
nagle posypała się jak domek z kart.
Mama
odchodzi. Bo poznała jakiegoś francuza. A Olka weźmie ze sobą.
I
na nic płacz, że tu przyjaźnie, że chce zacząć liceum, iść na studia prawnicze.
Może to dlatego, że w telewizji nadawano wtedy jeszcze Ally McBeal. Tak
dziatwo, to były dokładnie te czasy. Nie będzie jednak Ally McBeal. Będzie
mikroskopijne mieszkanie w Paryżu, które kupuje dla jego matki niejaki Jean,
czy inny Donatien.
Aleksander
zaczyna naukę we Francji i szybko zdaje sobie sprawę, w jak idiotycznym
położeniu się znalazł. Nie pomagają błagalne telefony do ojca. Jeśli będzie
chciał, wróci do Polski na studia. Na prawo nie ma już szans.
Gdy
tylko przybywa do Krakowa, ma wrażenie, że będzie całował każdy skrawek
polskiego bruku, niebieskie tramwaje i obwarzanki, których nigdy nie lubił.
Kocha już nawet gołębie. I chce zapomnieć o wszystkim, co francuskie.
Tak...
No cóż. I właśnie dlatego idzie na romanistykę...
Do
Paryża wraca już rzadko. Z podróży przywozi sery, francuską literaturę, a potem
jeszcze jakąś Paryżankę, która też uważa, że nie ma nic piękniejszego, niż
przechadzać się o poranku Parkiem Krakowskim.
W
liceum zaczyna pracę zaraz po skończeniu studiów. Olek jest realistą. Wie, że
nigdy nie zostanie wielkim romanistą, choć zna język lepiej niż jego koledzy z
kierunku. Nie uśmiecha mu się jednak tłumaczenie do końca życia instrukcji
obsługi czajników. Zresztą naprawdę lubi dzieciaki. Rodzice nie są zbyt
zachwyceni. Uważają, że stać go na więcej, ale Aleksander po prostu zawsze
chciał iść do polskiego liceum. Więc teraz chodzi tam codziennie.
___________________________
dzień dobry, witamy z Olusiem, życzymy smacznego i nie gryziemy!
lubimy wątki i powiązania, wszystko lubimy, wybredni nie jesteśmy!